Moi drodzy! Zapraszam Was do strony kołobrzeskich ogłoszeń, gdzie znaleźć możecie inspirujące recenzje książkowe, nieskromnie pochwalę się, że mojego autorstwa Już jutro podzielę się z Wami kolejną recenzją a na dole znajdziecie link do kartki świątecznej, która znajduje się również na kołobrzeskich ogłoszeniach!
Zapraszam!
A żeby zrobiło się bardziej świątecznie, mam dla Was prezent! Fragment Magicznego Słowik, pamiętajcie, że cała książka dostępna jest z dedykacją autorską na stronie www.i-pisarz.pl
 
LOKOMOTYWA DO MIASTA ANDERSON
Smutne nastały czasy, kiedy biały puch pokrywa świat,
a cieszyć się nie ma komu. Brakuje dzieci na sankach,
latających kul śnieżnych, armii bałwanów. Jednak nie
brak spokoju, zamykającego wariację świata pod białą
kołdrą, przykrywającą zielony trawnik i drzewa pnące się
ku niebu. Zima tworzy obraz niczym sprawny malarz,
a na swej palecie ma zaledwie jeden kolor, do tego tak
niepozorny. Bez znaczenia jest dla niej, czy ma ubarwić
drzewo, sanki, samochód, czy człowieka. Zima to magiczny
czas. Od stuleci napełnia ludzi spokojem i dziecięcą
radością. Ta mroźna pora jest zwiastunem najważniejszego
dnia w roku – Wigilii, dnia spełniania marzeń, magii
w najczystszej postaci. Tego dnia moc jest tak silna, że
musiała zostać rozbita na trzydzieści jeden dni, im bliżej
Wigilii, tym magia jest potężniejsza. W sercach dorosłych
wywołuje radość dzięki celebracji czasu, jaki zapadł im
w pamięci, czasu magii.
Tą potężną magią, o której mówimy, jest dziecięca magia.
Ale cofnijmy się do czasów parowych lokomotyw.
Otwórzmy księgę czasów białego puchu, który przynosił
radość dorosłym i dzieciom, gdzie nie smartf on był
niezbędny do życia, a drewniane sanki. Właśnie tak
toczyło się spokojne życie w miasteczku Anderson.
Miasto zostało nazwane na cześć swojego założyciela
Jamesa Andersona, który stworzył największą w całym
kraju fabrykę butów. Obok niej zaczęły powstawać
domy pracowników. Nim ktokolwiek się zorientował,
James Anderson ściągnął do rozwijającej się osady
sprzedawców i rzemieślników. Lata mijały i powstało
miasto z kamiennymi ulicami, sklepami, kościołem i szkołą.
Na wzgórzu, skąd widok obejmował całe miasteczko,
wybudowano kamienny zamek Andersona.
Budowla była większa od fabryki, z licznymi wieżyczkami,
wykuszami, lukarnami. Szpiczasty dach zimą wyglądał jak
czapka elfa, a zapalone światła przypominały oczy.
Dziś te oczy wyczekują Jasmine oraz Olivera. Dwójki
wnucząt Andersona, których ani on, ani jego żona, Sophie,
nigdy nie widzieli. Powinno tutaj paść pytanie: dlaczego?
Powód jednak zatarł się na kartach historii już lata temu.
Wystarczył jeden list, jedna prośba i jedna dobra chęć, aby
naprawić przeszłość lub choćby częściowo załatać dziurę,
jaką wywołała niewyjaśniona sprawa z przeszłości.
Lokomotywa mknęła niczym spadająca gwiazda na niebie.
Żółto-czerwono-niebieska gwiazda pośród białego
puchu. Pędziła poprzez miasta, miasteczka, wsie, pola....

 

Ogłoszenia kołobrzeskie - kartka świąteczna 

15 grudnia 2022

AGNIESZKA CZERWIŃSKA

Odwiedź nas